Osobiście nie zdziwiłbym się wcale, gdyby nasze miasto nie nazywało się Lądek-Zdrój, ale Święty Jerzy. W sumie to szacowna nazwa, Święty Jerzy. Znamy przecież Saint Tropez, Sankt Petersburg, znamy Santa Eulalia, a nawet Świętą Katarzynę. Święty Jerzy zamiast Lądka-Zdroju byłby wprost wskazany, mamy tutaj bowiem źródło „Jerzy“, mamy sanatoria „Stary Jerzy“ i „Nowy Jerzy“, patronem miasta jest smokobójca św. Jerzy, a teraz, stoimy przed Kaplicą pod wezwaniem św. Jerzego.

Kaplica, którą widzimy nie jest pierwszą tutaj położoną, bo wcześniej, w 1637 r., stała w tym miejscu świątynia drewniana, ta zaś, jak widać, jest murowana. Zgrabna i proporcjonalna, przyciągająca spojrzenie barokowa budowla powstała w latach 1656 – 1658, a jej fundatorem był starosta kłodzki, graf Johann Georg von Götzen. Co do jej projektanta i wykonawców do dzisiaj nie ma zgody pośród historyków, nie będziemy więc ambarasować się skomplikowaną i przydługą listą domniemanych rzemieślników, warto natomiast odwiedzić jej wnętrze.

Ostatni remont kaplicy, zniszczonej przez czas i hordy wandali, przeprowadzono w 1998 r. I warto było, choć z oryginalnego XVIII-wiecznego wyposażenia pozostały zaledwie freski we wnętrzu kopuły. Dzieło to, ręki i konceptu Johanna Jacoba Eybelwiesera, ucznia „śląskiego Rembrandta” Michaela Willmanna, przedstawia sceny z heroicznego żywota św. Jerzego. Niezorientowanym w detalach życia naszego świętego, wyjaśniam, iż jest postacią legendarną i jak najbardziej historyczną. Legendarną, ponieważ uratował córkę władcy libijskiego miasta Lod z paszczy wrednego smoka terroryzującego przez lata jego mieszkańców; św. Jerzy wziął i zadźgał smoka bronią zwaną Ascalonem. Historyczną, gdyż znane są teksty źródłowe wskazujące na jego męczeńską śmierć: św. Jerzy, będąc chrześcijaninem, po torturach stracił głowę za swoją wiarę, dosłownie, bo mu obcięli ją siepacze cesarza rzymskiego Gaiusa Aureliusa Valeriusa Diocletianusa, a mówiąc krótko, Dioklecjana. Karty historii wskazują, że Dioklecjan chronicznie nie cierpiał chrześcijan. Zlecenie na naszego świętego Dioklecjan wydał jakoś w 303, 304, albo 305 r., dokładnie nie wiadomo którego roku, ale na pewno 23 kwietnia, akurat na imieniny Jerzego.

Freski w kopule lądeckiej świątyni, obrazują zarówno hagiograficzne aspekty życia świętego zabójcy smoka, jak i jego nieulękłe chrześcijańskie męczeństwo oraz okrutną śmierć.