Było to na chłodnym jeszcze przednówku, choć śniegi już zeszły z ulic grodu i połaci okolicznych łąk. Jedynie wierzchołki wyższych gór bielały ciągle, ale już matowo. Minął zaledwie tydzień od Wielkanocy Roku Pańskiego 1739, kolejnego spokojnego roku pod panowaniem cesarza Karola IV Habsburga. Od trzech dni nieustannie dął od Śnieżnika wiatr wiosenny, duszny, dławiący, ten, który wielu już przyprawił o szaleństwo, karząc im się wieszać lub na inne metody iść ku samounicestwieniu.

Wtorek 7 kwietnia był dniem spokojnym. Wietrzysko dmuchało nieustannie, szkody przy tym nie czyniąc jednak żadnej, albowiem mieszczanie nie zrezygnowali jeszcze z zimowych rynsztunków. Nikt nie spodziewał się tego, co miało nastąpić tego wieczoru.

Nie poznaliśmy przyczyn zarzewia ognia, nie wiemy jak powstała skra pierwsza, kto ją wzniecił, zaprószył z niej czerwonego kura. Mieszkańcy grodu spali już, gdy rozległy się dzwony. Wszystko stało się tak szybko, że nim do akcji wkroczyła straż ogniowa, pożar ogarnął już całą kamienicę sąsiadującą przez ulicę z domem mistrza Klahra i z pomocą wiatru smagać zaczął przyległy budynek. Do akcji gaszenia stanęli wszyscy zdolni do działania mieszkańcy lądeckiego Rynku. Na nic jednak zdał się cały zapał i dobre chęci mieszkańców Lądka – podżegany przez fen ogień strawił dwie pierzeje: południową i wschodnią, ale też ratusz, z którym spłonęło archiwum miejskie. Straty były przeogromne, mimo tego mieszkańcy dziękowali Bogu, że nie spłonęło całe miasto. Jak olbrzymia była ich wdzięczność niech świadczy fakt, że zaraz po klęsce radca Antoni Reichel zjawił się w pracowni naszego mistrza Klahra i zlecił mu projekt i wykonanie figury wotywnej św. Trójcy, którą teraz podziwiamy.

Tym razem, opowiadając o kolejnym arcydziele naszej architektury, odejdźmy od reguły ignorowania detali oglądanego obiektu. Widzimy zatem otoczony bogato zdobioną balustradą pomnik wysokości siedmiu metrów, który składa się z szerokiego cokołu i osadzonej na nim kolumny. Przy czym da się zauważyć, że poziome przekroje obu części pomnika zbliżone są do kształtu trójkąta, co koresponduje z jego trynitarnym charakterem. Nieobznajomionym i innowiercom wyjaśniam, że słówko trynitarny odwołuje nas do kościelnego dogmatu uznającego istnienie Boga Jedynego w Trzech Osobach: Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego. Wprawdzie nasz pomnik nie wyraża idei trynitaryzmu bezpośrednio, jest ona za to widoczna w podziale jego elementów. Najważniejszą postacią jest tutaj figura Maryi Immaculaty, którą otaczają dwa poziomy świętych po trzech w każdym. Na poziomie niższym mamy: św. Łukasza Ewangelistę, patrona malarzy, artystów i lekarzy; św. Jana Ewangelistę, opiekuna aż 27 profesji, w tym teologów, pisarzy i aptekarzy oraz św. Antoniego Padewskiego, orędownika rzeczy i ludzi zagubionych, protektora małżeństw i narzeczonych. Na poziomie wyższym widzimy: św. Joachima, patrona rodziców i dziadków, św. Annę, matkę Maryi i św. Józefa, oblubieńca Maryi, patrona cieśli, drwali i rzemieślników. Jedynym świeckim elementem pomnika jest chronostych – tablica donatora obelisku.

Twórcą tej wspaniałej rzeźby jest Michał Klahr Starszy, to ostatnie dzieło życia tego mistrza śląskiego baroku i zarazem jedna z nielicznych rzeźb, które stworzył w kamieniu i które posiadają tak duże rozmiary.