Jak sądzicie: czy św. Jan od tego mostu i św. Jan Nepomucen to ten sam święty? Dzisiaj, w dobie internetu nietrudno było wyliczyć, że znamy równo 90-ciu świętych Janów. Z pominięciem trzech z nich reszta ma jakieś przydomki, a to Jan Chrzciciel Wu Mantang, a to Jan od Krzyża, to znowu nasz polski Jan Paweł II, a wreszcie Jan Nepomucen. Patronem mostu jest Jan bez przydomka, wydaje się być jednak pewne, że idzie o Jana Nepomucena, ponieważ most nasz przypomina most św. Jana w Kłodzku, którego z kolei podobieństwo do słynnego Mostu Karola w Pradze jest raczej bezsporne. W efekcie docieramy nad Wełtawę, co natomiast stało się nad Wełtawą? Z rzeką tą związana jest historia życia Jana Nepomucena, a raczej tragiczny jej finał.

Nasz święty, wołany też Nepomukiem, żył w latach 1350 – 1393 w czeskiej Pradze, gdzie był prezbiterem, czyli księdzem w katedrze św. Wita, Wacława i Wojciecha na Hradczanach. Jeszcze nieświęty Jan pociągnął 43 lata na Ziemi, co daje niezły wynik, gdy weźmiemy pod uwagę, że średnia długość życia w XV-wiecznej Europie wynosiła 28 lat. Tak czy inaczej mógłby jeszcze przez szereg lat zawyżać średnią człowieka wieków średnich, pojadając syto, gasząc pragnienie winem, odprawiając sakramenty i wygłaszając żarliwe kazania, ale na jego drodze pojawił się problem: niejaka Zofia Bawarska. Nie zrozumcie tego źle – Zofia Bawarska nie była jakąś białogłową, której nasz Nepomucen oddałby wierne serce. Była królową Czech i Niemiec a, co gorsza, żoną Wacława IV Luksemburskiego, lawiranta politycznego, i wielkiego zazdrośnika. Jan Nepomucen był spowiednikiem królowej Zofii.

Jak niesie historyczna fama, pewnego razu król Wacław IV wziął Nepomucena na mocniejsze spytki dotyczące tematów i treści, z których spowiadała mu się żona Zofia. Nasz święty poszedł jednak w zaparte i nie chciał pisnąć ni słowa, zasłaniając się tzw. tajemnicą spowiedzi. Rozwścieczyło to króla tak bardzo, że kazał księdza torturować, a potem utopić w Wełtawie. No, nie jest to jedyna wersja opowieści tyczących żywota Nepomuka, ta jednak zdaje się najciekawsza. Co zaś do legendarnego cudu, którego dokonać musi każdy uświęcony, to utrzymuje się, iż w 1719 r. otwarto jego trumnę, w niej zaś znaleziono sczezłe truchło świętego, w którego czaszce odkryto nienaruszony zębem czasu język. Ładna historia, prawda?

Most św. Jana wybudowano w 1565 r. z kamienia łamanego, a jako lepiszcza użyto, zamiast wapna, białka kurzych jaj i piasku. Podobnie jak w przypadku kłodzkiego mostu świętego Jana. Nasz mostowy Nepomucen pochodzi z 1709 r., a jego autor nie jest ustalony, wiemy za to, że jego ostatnia restauracja odbyła się w 2013 r.